AKTUALNOŚCI

24.03.2017

PREMIERA / Singulare tantum / Eryk Makohon, Katarzyna Pawłowska, Paweł Łyskawa

REZYDENCJA/PREMIERA 2017
G.19.00 / 30.04.2017

 

SINGULARE TANTUM / premiera

choreografia / wykonanie: Katarzyna Pawłowska, Paweł Łyskawa, Eryk Makohon / Krakowski Teatr Tańca

współpraca artystyczna: Ayrin Ersoz / muzyka: Michał Paduch / scenografia: Eryk Makohon / wizualizacje: Wojciech Musiał

realizacja w ramach Gdańskiego Festiwalu Tańca 2017

czas trwania: 50 min

 

MIROSŁAW BARAN: W spektaklu Singulare tantum chcecie opowiedzieć o samotności. Czujecie się samotni?

PAWEŁ ŁYSKAWA: myślę, że każdy w jakimś stopniu jest samotny. Oczywiście mamy w naturze dążenie do parowania się i momentami nawet do życia w stadzie. Mimo tego każdy z nas jest samodzielny, indywidualny, pojedynczy. W naszym spektaklu samotność jest pojęciem bardzo pojemnym. Jeśli interpretujemy ją w ten sposób to mogę odpowiedzieć: tak, zdarza się, że jestem samotny.

ERYK MAKOHON: samotność może być postrzegana na wielu płaszczyznach, nie zawsze jako brak kogoś obok nas, w naszym życiu. Jesteśmy również samotni wobec pewnych rzeczy: jesteśmy samotni wobec choroby, wobec bólu. Są to odczucia, którymi nie możemy fizycznie czy psychosomatycznie się podzielić z nikim innym. Jesteśmy samotni wobec umierania, jesteśmy samotni wobec rodzenia się i wielu, wielu innych aspektów życia.

KATARZYNA PAWŁOWSKA: mi też się wydaje, że samotność towarzyszy każdemu człowiekowi. Nie mówię tu o skrajnych przypadkach, gdy ktoś odczuwa cały czas niewygodny stan bycia osamotnionym, ale wystarczy spojrzeć na swoje życie z perspektywy większej skali i można samotność w nim odnaleźć.

EM: według filozofii Ervinga Goffmana wszyscy zakładamy wobec innych maski. Zatem tylko wobec siebie jesteśmy w pełni szczerzy. To także pewna forma samotności.

Chcecie stworzyć uniwersalną opowieść o samotności?

EM: nie mamy tak analitycznych danych, żeby odnosić się do fenomenu samotności w skali światowej, europejskiej czy choćby ogólnopolskiej. Zresztą nie chcemy w spektaklu uniwersalizować pojęcia samotności, założyliśmy, że będziemy odnosić się do osobistych odczuć i doświadczeń.

PŁ: nie stawiamy w spektaklu żadnej diagnozy, choć wydaje mi się, że może to zrobić sam widz. W trakcie pracy nad przedstawieniem analizujemy rzeczywistość, w której funkcjonujemy; zastanawiamy się nad tym, jak było kiedyś i jak jest teraz, jak ludzi ze sobą współżyją, jak technologia sprawia, że oddalamy się od siebie nawzajem. Choć patrzymy na to zawsze z indywidualnej perspektywy.

KP: na nasze indywidualne doświadczenia wpływa mocno to, co się dzieje w świecie. Siłą rzeczy w spektaklu odnosimy się do naszego kręgu kulturowego. Nowoczesne narzędzia, którymi dysponujemy, maja mnóstwo skutków ubocznych, zanik prostych relacji międzyludzkich. Nasze prawdziwe bycie zmienia się w kreowanie siebie.

EM: warto zwrócić jeszcze na jedną rzecz uwagę. Samotność coraz częściej jest czymś wybieralnym, czymś, na co sami się decydujemy. Mnożenie mediów, komunikowani się za pomocą portali społecznościowych zmienia formę relacji. Relacje się mnożą, ale spada ich jakość. Rozmowa z drugą osobą zmienia się w dwie opcje: włącz/wyłącz, które w kontakcie bezpośrednim nie są tak proste.

Jak sami podkreślacie, jesteście tancerzami w różnym wieku. Czy samotność zmienia się z wiekiem?

PŁ: może nie sama samotność, ale jej odczuwanie. Na przykład mam wrażenie, że dzień osób starszych porządkuje ciągłe oczekiwanie na coś: na sygnał od dzieci czy wnuków, na święta, kiedy wszyscy się spotkają, na rozmowę, gdy ktoś spyta o to, jak się czują. To czekanie jest formą samotności, życiem nie tu i teraz, ale tym, co się dopiero wydarzy. Uciekamy do lepszej przyszłości, czekając, aż ona przyjdzie.

KP: według mnie to czekanie o którym mówisz nie dotyczy tylko starszych ludzi, ale też osób młodych. Wchodzimy w życie pożądając określonych wartości, których weryfikacja następuje z czasem i zdobytym doświadczeniem. W związku z tym zmienia się też spojrzenie na pojęcie samotność, na relacje z innymi ludźmi.

Jako inspiracje spektaklu wskazujecie dzieła tak od siebie odległe, jak proza Wiesława Myśliwskiego i Milana Kundery czy seriale science-fiction Black mirror i Westworld.

KP: zarówno te powieści, jak i seriale łączy atmosfera pustki, tęsknoty, samotnego zmagania się z interpretacją siebie w świecie. Nie czerpiemy bezpośrednio z ich fabuły, za to gdzieś z tyłu głowy towarzyszy nam sens, który w nich wybrzmiewa. Może nawet nie sens, co podskórny klimat. Choć dzieła te nie zostaną dosłownie cytowane, to na pewno będą miały swój udział w tym spektaklu - wpływ na język czy obrazy, jakich szukamy.

EM: jesteśmy ciągle na etapie koncepcyjnym spektaklu, w żywym procesie [rozmowa przeprowadzona została w połowie marca - MB]. Do czasu premiery pewnie pojawią się nowe inspiracje, a te wymienione mogą nieco odejść w tło.

PŁ: wymienione inspiracje to po prostu seriale, które oglądamy i książki, które czytamy. Siłą rzeczy, na etapie poszukiwań, gdy dyskutowaliśmy o pojęciu samotności, pojawiły się one w rozmowie jako pierwsze. Na dalszym etapie doszliśmy do kolejnych inspiracji, teraz pracujemy miedzy innymi na tekście Harolda Pintera „Noc”. To dramat, który też nas inspiruje ni treścią, ale atmosferą, poczuciem tęsknoty, przedstawieniem wyjałowionej komunikacji i uczucia, które wygasło.

Mówicie o samotności jako o jednoznacznie negatywnym zjawisku. Ale każdy chyba ma czasem potrzebę pobyć samemu?

PŁ: trzeba tutaj oddzielić samotność od bycia samemu. Inaczej jest, gdy po prostu chcemy pobyć sami, a inaczej, gdy jesteśmy na to skazani. Jeżeli mogę w każdej chwili uciec od bycia samemu to nie jestem tak naprawdę samotny.

EM: nie oznacza to jednak, że nie będziemy zwracać się w spektaklu w te bardziej pozytywne strony samotności. Myślę, że będzie to potrzebne nawet z czysto kompozycyjnego punktu widzenia. Budowanie przeciwieństw, kontrapunktów jest czymś zupełnie naturalnym w kompozycji scenicznej. Zatem pewne optymistyczne wątki w spektaklu pojawią się. Nie chcemy jednak zakładać tego na początku, nie chcemy, żeby było to wyrachowane, jesteśmy otwarci na to, ci wydarzy się w trakcie prób.

Istotną rolę w Waszym spektaklu odegrają rzutniki multimedialne. Zapytam prowokacyjnie: nie ufacie samemu ruchowi?

EM: to nie jest kwestia zaufania bądź jego braku; współczesny teatr bazuje na interdyscyplinarności, na szukaniu multimedialności. Nie chcemy, żeby spektakle teatru tańca ograniczały się tylko do interpretacji ruchu, ale czerpały też z obrazu, tekstu, sztuk wizualnych czy technologii. Stąd w warstwie formalnej chcemy wykorzystać rzutniki. Będą miały one wiele znaczeń. Między innymi staną się czymś kojarzącym się nam samotnością; pewna „biblioteką” pamięci, wrażeń i obrazów, które pielęgnujemy w sobie.

KP: poza tym rzutniki, czysto technicznie, będą dla nas także sposobem oświetlenia sceny. A odpowiadając na pytanie: ja nie ufam samemu ruchowi. Dla ruchu, jak dla wszystkich działań teatralnych, potrzebny jest kontekst; czy to muzyka, czy oświetlenie, czy obrazy, słowo. Jeżeli mamy do wyboru konkretne możliwości formalne, powinniśmy z nich świadomie korzystać, a nie ograniczać się do tego, że teatr tańca to tylko ruszający się człowiek.

W drugiej połowie kwietnia, w ramach zwycięstwa w konkursie rezydencja/ premiera, pracować będziecie z tancerką i choreograf Ayrin Ersöz. Domyślam się, że właśnie wtedy przedstawienie osiągnie swój finalny kształt. A jak mocno jest ono zaawansowane na dziś?

PŁ: w tej chwili intensyfikujemy prace nad spektaklem. Nawet w tym momencie jesteśmy na próbie. Cały proces rozpoczęliśmy w grudniu zeszłego roku, na etapie składania aplikacji na gdański konkurs. Dużo rozmawialiśmy o tym, czym dla każdego z nas jest samotność, o różnych pomysłach na sceny. Od paru tygodni spotykamy się już na sali prób.

Czego oczekujecie po współpracy z Ayrin Ersöz?

EM: pracujemy nad „Singulare tantum” w specyficzny sposób: w pełni demokratycznie, wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie, musimy więc poświęcić czas na wytłumaczenie swoich koncepcji pozostałej dwójce, na przekonanie ich, na wspólne „pogrzebanie” w rożnych pomysłach. Po naszym coachu oczekujemy, że pomoże nam w momencie, w którym wspólna praca będzie musiała ustąpić jednej linii koncepcyjnej. Mamy nadzieję, że gdy spektaklowi potrzebny przed zderzeniem z widzami będzie pewien szlif, to rolę szlifierza naszych pomysłów i kompozytora przejmie nasz mentor.

KP: dla mnie współpraca z Ayrin Ersöz będzie spotkaniem z pierwszym widzem i jednocześnie osobą, która może nami pokierować na ostatnim etapie pracy. Jest to też spotkanie z kolejną nową energią tworzącą nasz zespół; z osobą, która swoją wizją, doświadczeniem, poczuciem estetyki przyczyni się do ostatecznego kształtu przedstawienia.

Naprawdę wszystkie decyzje podejmujecie wspólnie?

EM: Naprawdę!

PŁ: moje dotychczasowe doświadczenie w pracy z Erykiem jako choreografem było takie, że na próbie od razu realizowaliśmy konkretną scenę, wizję jednej osoby. Praca była szybsza. Teraz pracujemy wspólnie, a to zajmuje więcej czasu, musimy wszystko ze sobą przedyskutować, przedstawić, przekonać.

EM: z mojej perspektywy to bardzo ciekawe doświadczenie. Przez ostatnie lata jako choreograf skupiałem się na tym, by spektakle Krakowskiego Teatru Tańca były zgodne z moim wyobrażeniem tematu. Od pewnego czasu jednak skłaniam się ku innemu modelowi. To ciekawa sytuacja, gdy jestem jednym ze współtwórców, mam możliwość konfrontowania swojego punktu widzenia z innymi , szukania kompromisu, pracowania nad formą łączącą różne pomysły.

KP: uważam, że to spotkanie między nami jest jednym z najbardziej interesujących aspektów naszej pracy. Wspólne tworzenie wymaga dużej ilości rozmów, poznawania swoich punktów widzenia, siebie nawzajem. Wydaje mi się, że generalnie to, co najciekawszego wydarza się w teatrze, wydarza się w konfrontacji różnych wizji, doświadczeń, różnych ludzi.

PŁ: wspólnie przemierzamy tę samą drogę. Mamy wszyscy na plecach plecaki tej samej wagi, te same problemy, tak samo bolą nas nogi, tak samo musimy podejmować decyzje. Ta odpowiedzialność, która się rozkłada na nas troje jest ciekawa, bo nie sprawia ona, że chowamy się za swoimi plecami, tylko wszyscy podejmujemy wyzwanie, w tak samo dużym stopniu angażujemy się w pracę. Przez to praca nad spektaklem staje się szczera, trochę nawet intymna, bo i sam nasz temat jest taki. EM: proszę też spojrzeć, jakie to przewrotne - a w przewrotności przecież siła - że mówimy o samotności grupą, nie jednostką. Czyż nie jest to ciekawe założenie dla takiego tematu?

TANCERZE

ERYK MAKOHON - twórca, kierownik i choreograf Krakowskiego Teatru Tańca. Stały wykładowca Wydziału Teatru Tańca PWST w Krakowie. Twórca ponad trzydziestu spektakli. Autor projektów o charakterze edukacyjnym oraz wielu wydarzeń artystycznych. Absolwent podstawowej i średniej szkoły muzycznej, architektury na Politechnice oraz studiów teorii tańca na Uniwersytecie Fryderyka Chopina w Warszawie.

KATARZYNA PAWŁOWSKA - absolwentka Wydziału Teatru Tańca PWST w Krakowie, tancerka Krakowskiego Teatru Tańca. W ostatnich latach współtworzyła m.in. następujące projekty: Cracow Dance Connection, polskoizraelsko Miss me (premiera w Tel Avivie) oraz 1725m npm. Dofinansowany w ramach projektu Scena dla Tańca. Tancerka w spektaklu Room 40 Macieja Kuźmińskiego. Uczy tańca współczesnego, między innymi w grupach adeptów Krakowskiego Teatru Tańca. /

PAWEŁ ŁYSKAWA - absolwent Wydziału Teatru Tańca PWST w Krakowie, tancerz i lider Krakowskiego Teatru Tańca. Autor wielu projektów artystycznych i edukacyjnych. Tańczył w spektaklach i projektach Eryka Makohona, Idana Cohena, Anny Konjetzky, Ole Melanda, Jerzego Stuhra, Jana Peszka, Henryka Kaalunda i wielu innych. Uczy tańca współczesnego i ekspresji scenicznej w grupach adeptów KTT, z którymi przygotowuje własne spektakle