AKTUALNOŚCI

REVOCO / Kino Variatino

Revoco fot. Violetta Kaszubowska
„Revoco” Teatru Kino Variatino – premierowo zagrane w klubie Żak – to pierwsza tak duża pod względem obsady realizacja liderki formacji Anny Haracz. Z próby tej wychodzi zwycięsko: choć może spektakl pozostawia pewien niedosyt, to przedstawienie interesujące, wciągające, subtelne. (…)
Punktem wyjścia, inspiracją spektaklu było tytułowe słowo, a właściwie jego dwa różne znaczenia. Po łacinie „revoco” znaczy „odwołuję”, a po włosku – „uzdrawiam”.
Spektakl otwiera wyśmienita scena, w której tancerki, niespiesznie rozświetlane światłem reflektorów, stoją nieruchomo z uniesionymi ramionami. Po dłuższej chwili rozpoczyna się taniec; spokojny, precyzyjny, bardzo zmysłowy (nieprzypadkowo na scenie widzimy same kobiety, z których jedna jest w wyraźnie widocznej ciąży). Ruch w „Revoco” jest budowany z prostych elementów, bez efektownych indywidualnych popisów, organiczny, z wyraźnie widocznymi elementami ruchu codziennego. Liczne nieskomplikowane układy synchroniczne rozbijają się na sola, indywidualne „historie” tancerek, często nerwowe, traumatyczne, rozedrgane – by znów zlać się w łagodny wspólny układ.
Jest w „Revoco” dużo subtelności, intymności znanej z wcześniejszych, mniejszych obsadowo spektakli Kino Variation (jak choćby wyśmienity moment, kiedy tancerki, zebrane obok siebie w świetle punktowego reflektora, powili zaczynają dotykać pleców i ramion partnerek). Są też elementy mocniejsze, bardziej wyraziste, momentami wręcz efekciarskie (jak silne tupanie). Spektakl zamyka wyraźna klamra: tancerki stają w szeregu przed widzami, śpiewają (to ważny element spektaklu), by w końcu spojrzeć publiczności w oczy. (…)
To pierwszy tak duży (jeśli chodzi o liczbę tancerzy) spektakl Anny Haracz. I liderka Kino Variatino sprawdziła się tu świetnie jako choreograf. Powstało przedstawienie interesujące, przemyślane dopracowane, subtelne, niezwykle estetyczne. Choć pozostawiające widza z lekkim niedosytem. Brakuje mi w „Revoco” choćby jakiegoś przełamania, bardziej wyrazistej dramaturgii czy zmiany tempa. Dziwny jest też fakt, że w tej historii o osobistej, świadomej przemianie, ruch poszczególnych tancerek jest tak mało zindywidualizowany, ich własny język nieco się rozmywa w powracających co chwila sekwencjach grupowych.
Mirosław Baran / facebook.com/GdanskiFestiwalTanca

POZOSTAŁE AKTUALNOŚCI